Witaj w Madenfal. Mieście Kłamstw.
Saga Mgławic Gjaladenu
„Wrona z Madenfal” oraz „Krwawa Oblubienica” to dwa tomy wchodzące w skład „Sagi Mgławic Gjaladenu” – wielowątkowej opowieści dark fantasy, pełnej flaków, potworów, politycznych machinacji i historii splatających losy wielu bohaterów.
Zamiast zdradzać zbyt wiele poprzez opisy fabuły, wolę pozostawić Ci przyjemność odkrywania tego świata samemu. Zajrzyj do zakładek – znajdziesz tam darmowy pierwszy rozdział, który pozwoli Ci przekonać się, czy Gjaladen jest miejscem dla Ciebie. Jednak od pięciuset dwudziestu jeden lat nikt nie zdołał go opuścić...
Obie powieści skrywają również tajemnice. Ich rozwiązanie nie jest jednak wyłącznie satysfakcją czytelnika. Pierwsza osoba, która zdoła rozwiązać wszystkie zagadki, otrzyma wyjątkową nagrodę. Jej najważniejszą częścią będzie pierwszy i jedyny egzemplarz „Wrony z Madenfal”.
Fragment powieści:
– Jak… – wyszeptał tylko jedno słowo; reszta ugrzęzła w gardle, pokonana przez ból i osłabienie.
– Srak – parsknęła babuszka. – Wiem, o co chcesz zapytać. Tylko nie wiem jeszcze, ile chcę ci powiedzieć. Najpierw to ty powinieneś nam co nieco wyjaśnić. Przybył tu pewien człowiek. Kawał chuja, reszta dziada – pomyślałam. Najpierw ryczał, potem się wygrażał, a na koniec prosił o pomoc, jakbyśmy mu coś byli winni. Powiadał, że w gaju leży ranny. Taki, co go nie godzi się zostawić na śmierć. A tam… – urwała na moment, mierząc go przenikliwym wzrokiem. – Ty już wiesz, co tam siedziało. Nikt przy zdrowych zmysłach nie wlazłby tam bez potrzeby. Ale skoro chłopina zarzekał się, że zwierz został ubity, pomyśleliśmy, że może warto ci pomóc. Powiadał, żeś kimś ważnym i że jeśli cię zostawimy, Niebiescy najadą nasze ziemie. Nie lubimy pakować się w biedę, a chłop nie wyglądał na takiego, co łże. Strach mu z gęby patrzył. Nie powiedział nam, kim jesteś. Ale sowy już tak.
Chłopak, dotąd milczący i pochłonięty struganiem, odezwał się spokojnie:
– Zleciały się dość szybko.
Kobiecina posłała mu karcące spojrzenie, lecz nie zdążyła go uciszyć.
Burzowy Szpon uniósł lekko głowę, choć ból zaraz zmusił go, by ją opuścił. W tej chwili pomyślał o skrzydlatych towarzyszach.
– Ile ich było? – wychrypiał.
– No… trzy, może cztery – odrzekł podrostek. – Najpierw tylko jedna, w czarne pręgi, ale potem… – urwał i wzruszył ramionami. – Krążyły nad gajem, zanim w ogóle cię tu przynieśliśmy.
…w czarne pręgi… – powtórzył w myślach Hjalkan, gdy za oknem coś trzasnęło. To Ewelis, a więc coś się wydarzyło… Wstrzymał oddech. Przez moment wmawiał sobie, że to tylko wiatr szarpiący gałęziami, lecz wtedy usłyszał kolejne dźwięki – zbyt równe, by mogły pochodzić od zwierzęcia, i zbyt lekkie, by były dziełem pijanego wieśniaka wracającego do domu. Ktoś tam był.
Kobiecina sięgnęła po leżący obok sękaty kij, służący jej zarówno do podpierania się, tudzież do przepędzania natrętów. Zdecydowanym ruchem uniosła go w stronę młodzieńca. Następnie wskazała nim drzwi, dając mu znać, by natychmiast sprawdził, kto czai się na zewnątrz. Mieszkańcy wioski wiedzieli o rannym; gdyby ktoś miał przyjść, z pewnością nie skradałby się jak złodziej – zapukałby albo dał o sobie znać donośnym głosem.
– Babko, ty wszędzie widzisz kłopoty – mruknął z przekąsem. – Może to tylko kuna, a ty zaraz będziesz kazać mi brać widły.
– Głupiś. Wiesz tyle, ile masz lat, czyli niewiele. Jak rózga cię nie nauczyła, to życie nauczy. Jeszcze niejednego się dowiesz, nim starości dożyjesz. Świat taki już jest – oferuje nam jeno nieznośne niespodzianki. Ty sam byłeś jedną z nich.
Chłopak przewrócił oczami, niemniej nie oponował. Jego dłoń zawisła nad drewnianą zasuwą, wahał się przez chwilę, po czym otworzył drzwi.